Rebelia Tekila Lala Prima Ambasadorzy POKUSA Rebelia i Prima Wakacje REBELIA Celerrimus Coursing Champion Chyba miłość  <3 Rebelia i Prima Charty Polskie Rebelia

Rebelia

Tekila

Lala

Prima

Ambasadorzy POKUSA

Rebelia i Prima

Wakacje

REBELIA Celerrimus Coursing Champion

Chyba miłość <3

Rebelia i Prima

Charty Polskie

Rebelia

Archiwum

Powered by mod LCA

Co ty wiesz o opiece nad kimś, jak masz TYLKO psy...

 

Co Ty wiesz o życiu jak nie masz dzieci, TYLKO psy.

Słyszeliście takie teksty? Ja słyszałam bezpośrednio lub było mi to sugerowane.
A czemu akurat o tym piszę? bo tak sobie czasem siedzę i się zastanawiam czy ja wiem,
czy nie wiem jak to jest mieć dziecko czyli codziennie być za kogoś odpowiedzialnym,
podporządkowywać plany pod kogoś, troszczyć się itp.
I tak mi się wydaje, że jednak ku niezadowoleniu niektórych, chyba jednak wiem,
mimo, że żadnego nie mam, bo mam…TYLKO-PSY

Mam 4 TYLKO-PSY i piszę ten tekst z perspektywy opieki nad 4 psami,
mojej perspektywy, moich doświadczeń.

[EDIT: czytajcie proszę ze zrozumieniem]

Wg mnie posiadanie TYLKO-PSÓW, a szczególnie gdy np. jeden TYLKO-PIES ma problemy zdrowotne,
lub w ogóle posiadanie TYLKO-PSÓW, które zachorują zakładając,
że ktoś bardzo przejmuje się swoimi zwierzakiem można porównać do posiadania dziecka,
bo wymagają takiej samej opieki.

Przykłady?
No więc z racji posiadania TYLKO-PSÓW wychodzę np. o 23 na zadymione już o tej porze miasto w piżamach i kurtce,
z mokrą głową i dwoma psami, tylko dlatego by ten jeden (mniejszy i starszy) zrobił kupę, bo ma chore jelita,
nie raz i nie dwa miała rozwolnienie, co w pamięci zapada, więc uznała, że kupa na zewnątrz jest mniej stresująca,
niż ta zrobiona w ogrodzie więc łazimy czasem o absurdalnych porach i w różnym odzieniu,
mimo, że mamy spory ogródek.

Wielokrotnie jak miała "gorsze" okresy wylatywałam w piżamie do ogrodu,
nawet zimą, bo ją przycisnęło, a ja musiałam przecież sprawdzić jak się załatwiła.

Wielokrotnie rezygnowałam ze spania w sypialni na górze, bo zwyczajnie mi się nie opłacało tam iść,
bo Tekiśka co chwilę chciała na dwór, lub wydawało jej się, że chce na dwór,
więc ja lądowałam z kocem na fotelu koło drzwi od tarasu.
Wiedziałam, że pospać nie pośpię, ale chociaż bliżej do wyjścia.

A co robię jako "wolny człowiek" o 00:30? No przecież nie mam dzieci,
to pewnie oglądam TV, no jednak nie.
Ja stoję w kuchni i z wielkiego gara z ugotowanymi wcześniej kurzymi łapkami na galaretę
wyjmuję z rzeczonych kurzych łapek najdłuższe kości, by je wyrzucić, resztę rozgniatam rękoma i mieszam,
by wstawić potem do lodówki, co by pieski na rano miały galarety.

A skąd w moim domu się biorą kurze łapki? No przecież nie znajduję na progu,
tylko lecę raniuteńko na targ i zakupuję.

Z tym targiem to w ogóle śmieszna sprawa, przecież nie mam dzieci,
sama raczej robię zakupy w sklepach, to co ja na tym targu tak często i tak rano robię?
A no dla TYLKO – PSÓW mięso kupuję, bo tam świeże.

A jak już po 7 wrócę z tego targu, jak już namielę i nagotuję tego mięsa,
jak już uporam się z pracą, to co robię w nocy jak bardzo mi się chce spać?
Ustawiam budzik np. na 1 w nocy, bo wtedy muszę podać tabletkę TYLKO-PSU,
bo się nabawił zapalenia jelit.
A jak zapomnę w ferworze innych nie-psich obowiązków, i mi się koło północy przypomni,
że nie nagotowałam marchwianki na rano i nie będę miała na czym podać kleiku ryżowego psu, to co robię?
Obieram marchewki, wstawiam do gotowania z mięskiem,
oczywiście na wolnym ogniu więc ustawiam budzik na 3 w nocy, by wstać wyłączyć – no za gapowe się płaci.

A co robiłam jak TYLKO-PSY miały kaszel kenelowy? Kuźwa akurat moje nie kaszlą synchronicznie,
tylko całą nocą słuchałam kasłania na zmianę!
No co robię?
No wysyłam męża na dół do pokoju dla gości – niech się wyśpi,
wszak idzie do pracy a ja pracuję przecież w domu „ to odeśpię” – oplułam monitor,
kto miał choć jednego psa z kaszlem kenelowym wie czemu oplułam monitor, odeśpię, no nadal się śmieję :P
No więc zarywam noc, sprzątam to co wyplują, daję na zmianę syropki i płaczę, bo mi ich szkoda,
bo gówno przywlokły z wystawy.

I nie! nie zarywam jednej nocy, bo kaszel nie przechodzi po jednej nocy,
ja zarywam kilka nocy, po których jest nowy dzień i muszę się zająć obowiązkami
i w tym wszystkim uwzględnić chore psy.

Powiecie - no dobra, sytuacja jednorazowa, się rozczula nad sobą.
A przeziębienie dziecka nie jest sytuacja zdarzającą się raz na jakiś czas? no chyba też!

Jako psia-mama kilku psów zadanie opieki jest jeszcze bardziej skomplikowane,
bo gdy jednemu coś się wydarzy, to w planach dziennych
i nocnych przecież muszę uwzględnić opiekę nad pozostałymi - no nagle nie znikają.
Średnio ich interesuje, że zarwałam noc bo ktoś inny miał rozwolnienie,
oni chcą biegać, jeść, bawić się itp.

A co robię jak mój TYLKO-PIES ma rewolucję żołądkowa? No zarywam noc,
po to by następnego dnia wyglądać na wyspaną i pełną energii, i miłą, i fajną,
przecież nie mam dzieci to się wysypiam.

Śmiesznie się też robi, jak jeden zaraz się od drugiego...wtedy latam z nim na zmianę,
albo jeden skończy, a drugi zacznie jak to miało miejsce w maju.

Rebelia skończyła latanie, ja wyjechałam na 3 dni z mamą i z Teki, nie minęły 24h,
a Tomek dzwoni, że nie spał w nocy, bo Prima zaczęła akcję "rozwolnienie".

I oczywiście podajemy psom leki, ale one muszą mieć czas zadziałać,
a czasem jak jest to coś poważniejszego, nie działają "od ręki".

A jak już o tym chorowaniu, to zacznijmy od początku.Co robię jak któryś TYLKO-PIES zachoruje?
Konsultuję gdzie tylko mogę, wożę po kilkadziesiąt kilometrów na zabiegi, wykupuję recepty za kilkaset złotych,
robię badania za które płacę krocie bo przecież TYLKO-PSY nie leczą się na NFZ i 500+ też nie dają,
wiec ja TYLKO-PSY leczę za swoją kasę.

Tak dla przykłady, wrzesień, Tekila w zaostrzeniu choroby, sytuacja jakiej nigdy nie było,
Rebelia po kontuzji na zawodach z dającym poważne objawy urazem pleców
- lekko licząc, na leki, konsultacje, badania, zabiegi wydałam ponad 2,5tys zł!
(nie wliczając paliwa i specjalnej diety Tekili) – gdzie można zgłosić ustawie 500+ NA PSA?

Tak wiem! sama się zdecydowałam na posiadanie psów,
tylko czemu ten argument często słychać w stosunku do psiarzy.
Chyba nigdy nie słyszałam, by ktoś rodzicom dziecka powiedział, "zdecydowałeś się na dziecko, to płać".

No więc jak sobie tak żyję z tymi TYLKO-PSAMI, dbam by miały co jeść, by leki były kupione,
by podać je o określonych porach, by były wyspacerowane, wybiegane, by były zdrowe i szczęśliwe.

Oczywiście sytuacji wymienić mogłabym więcej, całe dzieciństwo Tekili to jedno wielkie macierzyństwo,
ja pierwsze dwa miesiące praktycznie nie sypiałam.
Teki chorowała, miała rozwolnienie, wymioty, podłoga usłana gazetami,
wielokrotne pobudki na sprzątanie (przez kilka miesięcy), a o godzinie 6 pobudka,
by o 7 wyjść z domu, by na 8:30 dojechać do pracy.
Specjalna dieta, gotowanie, patrzenie czy zje, czy zwróci itd.
Od lekarza do lekarza, od apteki do apteki. Mój pierwszy pies – no trochę inaczej to sobie wyobrażałam.
Więc gdyby ktoś się zastanawiał, czemu jestem tak bardzo związana z Tekilą?
to temu, że wiele razem przeżyłyśmy, i powiem Wam, że mimo iż miałam wtedy trochę ponad 20lat
NIGDY, NIGDY, PRZENIGDY nie pomyślałam „na co mi to było, znajomi latają po imprezach,
a ja sprzątam od tygodni wymiociny”. NIGDY nie żałowałam odmówionego wyjścia,
bo czułam się odpowiedzialna za tą wtedy malusią istotkę. To ona zasypiała mi na szyi,
by czuć mój puls, tak jak czuła by bicie serca swojej mamy, którą straciła zbyt wcześnie.
To ja patrząc na nią widzę jak się czuje, bo każdy psiarz widzi po oczach swojego psa jak się czuje - na 100% tak macie.

Potem w domu pojawiały się kolejne psy i ich zdrowie i życie również stawało się priorytetem, to chyba naturalne.

Więc okropnie, okropnie! mnie męczy jak ktoś mi sugeruje, że nie wiem co to znaczy troszczyć się o kogoś,
być za kogoś odpowiedzialnym, przepłakać noc bo choruje, latać jak popaprana szukając leku czy lekarza,
rezygnować ze swoich planów, bo trzeba się kimś zająć.
Otóż wiem!
Od ponad 13 lat wiem!
A z każdym przybywającym w moim stadzie psem, wiem jeszcze lepiej, bo jeżeli jeden ma uraz/choruje,
to reszty nie mogę odesłać do "babci" czy przedszkola, tylko ich potrzeby muszę również zaspokoić.

Do tego dochodzi fakt, że łatwiej zadzwonić do pracy i powiedzieć,
że Twoje dziecko choruje i Cię nie będzie. Mało tego, można wtedy wsiąść dzień wolny.
A jak właściciel psa ma wytłumaczyć, że nie ma ich z kim zostawić, a właśnie wszyscy dostali rozwolnienia?

I żeby była jasność, nie piszę tego by ktoś pomyślał, że mi źle - absolutnie!
Jak u każdego są lepsze i gorsze okresy - życie.
Kocham ich najbardziej na świecie i dla nich "zawsze mi się chce"  piszę to, bo tak mi się po prostu ulało

Piszę to, bo może nie każdy sobie zdaje sprawę, że opieka nad psami to nie tylko śliczne zdjęcia,
radość z dawania zabawek, wyjazdy. Poza tym jest jeszcze ta zwykła strona życia,
a czasami jest ona bardzo ciężka i wymagająca wielkiego zaangażowania.

Nie traktuję moich psów przedmiotowo, nie traktuję ich jako "dodatku" do mojego życia,
są jego integralną częścią - częścią rodziny.

Troszczę się o nie, czasem może jestem nadopiekuńcza , ale tak mam.
Wolę być nadopiekuńcza, niż olewać swoje psy,
a troskę o nie okazywać na pokaz i pod publikę - co niestety się zdarza niektórym .

Oczywiście musiałam się nauczyć tego, by dać im trochę więcej swobody,
bo najchętniej miałabym je cały czas przy sobie, trochę już się tego nauczyłam,
a trochę nauki jeszcze przede mną.

Jedno jednak nigdy się nie zmieni - moja miłość do nich.

Zdaję sobie sprawę,że to nie są ludzkie dziećmi, ale nie pozwolę na to,
by w mojej obecności zarzucono jakiemuś psiarzowi, którego znam i wiem ile czasu poświecą swoim psom,
jak o nie dba i jak się o nie troszczy lub mi, że nie wie co to znaczy opiekować się kimś,
"bo nie ma dzieci" , oj nie pozwolę!

Psy nie są ludźmi, ale są istotami żywymi i ich życie jest warte tyle samo, co każde życie żywej istoty!

I nie mam absolutnie nic przeciwko dzieciom.
Z powodów o których nie będę tu pisać nie mam dzieci, ale miałam okazję opiekować się dziećmi.
A co najbardziej mnie zawsze śmieszy, z niewiadomych mi powodów,
zawsze lgną do mnie więc na imprezach u znajomych gdzie są i dorośli i dzieci,
w 99% przypadków to JA jestem ta osobą, która siedzi z dzieciakami na podłodze.
Bo skubane ZAWSZE wyczują, że nie umiem im odmówić, więc siedzę i lepię ciastoliną,
czytam, biegam z piłką, plotę warkoczyki, itd - smarkacze jedne mają siódmy zmysł.
I przez ten ich zmysł zamiast przy stole z lampką wina ląduję na podłodze z klockami zawsze wyczują,
że jestem słabym ogniwem i mogą mi wejść na głowę.

I jeszcze jedno, nie chodzi mi o to, by licytować się,
czy opieka nad dzieckiem czy nad psem jest trudniejsza/bardziej wymagająca z prostego powodu:
tak samo jak każde dziecko jest inne, tak samo każdy pies jest inny.
Są dzieci bezproblemowe, i są psy bezproblemowe.

Jedni jadąc na wakacje z psem (o ile go zabierają) muszą zabrać karmę, jakiś kocyk i miskę.
Inni (czyt. ja) pomyśleć o tym czy wzięłam wapno i steryd gdyby Primę ugryzła osa,
czy wzięłam nospę i taninal gdyby Tekilę złapał ból brzucha, czy w okolicy miejsca gdzie będziemy jest lecznica,
czy wzięłam wystarczająca ilość misek, kocyków, czy zabrałam jakieś zabawki, wystarczającą ilość karmy,
suple, czy zapakowałam książeczki, paszporty.
To są członkowie mojej rodziny, muszę zadbać o nich zabierając je ze sobą,
a troska o nie i spakowanie ich na wyjazd, nie różni się wiele od tego jak pakuję nas,
więc domniemam, że też nie wiele bardziej od spakowania np. dziecka.

Mogłabym tak jeszcze wymieniać i porównywać, ale jak pisałam nie o to mi chodziło.

Chodziło mi o to byśmy szanowali się nawzajem.
Jeżeli Ty masz dzieci i psy traktujesz jak TYLKO-PSY, to nie wygłaszaj swoich mądrości do psiarzy,
którzy traktują swoje psy jak pełnoprawnych członków rodziny,
bo w ostatecznym rozrachunku może okazać się, że "ten" psiarz opiekuje się troskliwiej swoim psem,
niż niejeden rodzić swoim dzieckiem.

Szanujmy to, że jeżeli Ty masz zdrowego i bezproblemowego psa, nie znaczy to,
że ktoś inny ma takowego również, więc może warto na temat spojrzeć nie z perspektywy własnego czubka nosa,
a dokładniej mówiąc z perspektywy swojego bezproblemowego psa, tylko z innej.
Z perspektywy osoby, która np nie może wyjść z domu, bo pies ma lęk separacyjny,
bo ta osoba wie, co to znaczy poświęcić się bez reszty opiece nad istotką którą kocha (jak nie jeden ludzki rodzic).

Szanujmy się.

Dziękuję za uwagę!

Zapraszam Was do przeczytania komentarzy pod postem, który ukazał się na fb 
https://www.facebook.com/maybechart/photos/a.446869465504010/893760810814871/?type=3&theater

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież