Rebelia Tekila Lala Prima Ambasadorzy POKUSA Rebelia i Prima Wakacje REBELIA Celerrimus Coursing Champion Chyba miłość  <3 Rebelia i Prima Charty Polskie Rebelia

Rebelia

Tekila

Lala

Prima

Ambasadorzy POKUSA

Rebelia i Prima

Wakacje

REBELIA Celerrimus Coursing Champion

Chyba miłość <3

Rebelia i Prima

Charty Polskie

Rebelia

Archiwum

Powered by mod LCA

Kontuzja Lali

 

 


Gdy mój mąż, który był z chartami i Lalą na spacerze zadzwonił i powiedział, że przywiezie charty do domu,
a z Lalą pojedzie do znajomej Pani weterynarz, bo rozcięła sobie pachwinę i chce żeby zerknęła na to,
założyłam, że jest to jakieś tam rozcięcie.
Popatrzą, zalecą utrzymanie w czystości i po 5 dniach wracamy do zabaw.
Lala podczas szalonych pogoni musiała zahaczyć o jakiś krzaczek, tak niefartownie, że spowodował rozcięcie,
wyobrażałam sobie małe, brzydko wyglądające skaleczenie skoro mąż zdecydował się
na wyjazd do weterynarza ale podkreślam – małe.


Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że to nie będzie takie zwykłe rozcięcie:(
Może dlatego, że skaleczenia się zdarzają, może dlatego, że Lala to pies bezproblemowy.
Gdy już wcześniej miała jakiś uraz, to znosiła go tak, że musieliśmy się wysilić by dostrzec, że coś jej jest.
Kto mnie zna, wie, że jestem nadopiekuńcza i bacznie obserwuję moje wszystkie dzieci.

Pozwólcie, że dla porównania przywołam dwie z wcześniejszych kontuzji Lali.
W wieku ok. 2 lat, że gdy po zabawie w ogrodzie (samotnej zabawie w ogrodzie) zobaczyłam jak Laleczka utyka,
nie pomyślałam, że skończy się to diagnozą – wybity bark! Słowo daję!


Około 4 lat temu natomiast, Lala zaczęła nagle utykać.
Pomyślałam wtedy, że skaleczyła poduszkę lub złamała pazurek – utykała, ale nie jakoś przesadnie,
ale kiedy zajrzałam pod łapkę, prawie miałam zawał. Poduszka przecięta była na pół! Na pół!

Do dziś nie wierzę, że pies z tak rozciętą poduszką musiał siłą być trzymany w domu,
bo jak tylko otworzyliśmy drzwi wybiegała – owszem, kulejąc – ale biegła się bawić…
Rozcięcie było tak głębokie, w takim miejscu, że zalecono nam, by goiło się samo, pomocniczo maści, okłady.
Prawe miesiąc upłynął, nim poduszka się zrosła – nie ukrywajmy,
gdyby Lala była spokojniejsza w tamtym okresie, pewnie poszło by szybciej :P

Przypadków było jeszcze kilka, ale zawsze drobnych.


Dlatego teraz, gdy moja czujność została uśpiona – rzeczywistość mnie zaskoczyła.
Zaznaczyć warto jeszcze, że w październiku, po jednym ze spacerów, po powrocie do domu i odespaniu, Lala zaczęła kuleć.
Zdarza się.
Gdy sytuacja powtórzyła się po kolejnym spacerze, zaczęliśmy sprawę konsultować.
Pierwsza diagnoza to były korzonki, jesień, mokro, wiek, bieganie po kałużach – wszystko pasuje.
Dostała antybiotyk i zalecono przerwę w bieganiu.
Niby ból minął, odstawiliśmy leki, ale kiedy Lala zaczęła postękiwać, leżała i stękała, wiedzieliśmy,
że jednak coś jest nie tak.
Nie wychodziła na aktywne bieganie, więc jej zachowanie było dziwne.
RTG i pierwsza opinia, że nie będzie już biegać.

Nie daliśmy za wygraną, udaliśmy się na konsultację do poleconego chirurga – Profesora Sterny.
Po godzinnym badaniu i RTG przeprowadzonym pod nadzorem Profesora w znieczuleniu, w kilku pozycjach,
diagnoza: początki dysplazji i zapalenie mięśni, są też przewężenia w odcinkach kręgowych,
ale tym Profesor na tą chwilę nie kazał się przejmować.


Leki, suplementy, dieta – Lala musi schudnąć, najgorsze zalecenie to minimum 2 miesiące bez biegania z chartami,
jedynie smycz lub bieganie w pojedynkę.
Powiem Wam, że miałam mega doła!
Wiem, ile radości sprawiają jej spacery z chartami i ich wspólne gonitwy.
A tu ponad 2 miesiące przerwy.
Wiedzieliśmy, że jak trzeba to trzeba, ale…

Szukaliśmy dalej rozwiązań, które mogą pomóc Lali z jej problemami z kręgosłupem.
Wiadomo, dysplazji się nie cofnie, ale można ją spowolnić, dyskomfort Lali spowodowany jej wiekiem można zmniejszyć.
Już wcześniej słyszeliśmy o metodzie, dzięki której psy wracają do pełnej sprawności lub/i ich komfort życia się poprawia: Komórki Macierzyste :)

Dzięki dr Kemilewowi Lala mogła skorzystać z dobrodziejstwa komórek macierzystych.
Jechałam na zabieg z duszą na ramieniu, Lala ma prawie 9 lat,
ale mam pełne zaufanie do dr Kemilewa i dr Szmurło, pod której opieką jest Lala.
Wszystko poszło bezproblemowo.
Pozostało poczekać.


Zgodnie z zaleceniami, po 2 tygodniach zaczęliśmy od krótkich spacerów, po kolejnych 4 bieganie w pojedynkę – jest ok.
Jasną sprawą jest, że po tak długiej przerwie musieliśmy przygotować Lalę do spacerów z chartami.
W styczniu przyszedł czas na pierwszy wspólny spacer, nadzorowaliśmy długość biegów, nie było jak wcześniej,
teraz skracaliśmy ich zabawy, by Lala nie była przeciążona. 

 

 

 

 


Powrót do domu i nasze oczy wlepione w Lalę, gdy tylko się poruszyła.
Drzemka, Lala schodzi z kanapy i NIC! Nie kuleje!
Ale okej, bez ekscytacji, musimy zobaczyć jak minie noc.
Lala wstała rano jak nowo narodzona!
Ok, ale to dopiero pierwszy spacer.

 


Po kilku dniach był kolejny i to samo, czyli NIC – a na to najbardziej czekaliśmy.
Lala nie kuleje!
Mogliśmy otwierać szampana :)


Nie muszę chyba pisać, jak bardzo cieszyliśmy się po każdym wspólnym spacerze,
oczywiście spacerów z chartami jak i biegów podczas nich jest znacznie mniej, ale są!

Pierwsze diagnozy po RTG były takie, że nie będzie już z nimi biegać!
Czymże wobec tego są tak małe ograniczenia, jak kontrola zabaw i długości biegów.
Pierwsze wspólne zdjęcia po jej niedyspozycji, z wielkim uśmiechem, powroty do domu i zero bólu.
Cudowne uczucie, mówię Wam, cudowne.


Lala jest mega pozytywną suczką, radosną, bezproblemową, grzeczną i towarzyską.
Spotkania z innymi psami to dla niej wielka radość, więc gdy po pierwszej diagnozie pomyślałam,
że teraz tylko na smyczy – serce mi prawie pękło. Na szczęście, dzięki konsultacji u Profesora Sterny
i cudownym komórkom macierzystym od dr Kemilewa mogliśmy wrócić do aktywności, lekko ograniczonej, ale jednak.


Lala musiała się przyzwyczaić przez te ponad 2,5 miesiąca, że ona zostaje w domu, a wychodzą charty
– a było jej ciężko, przecież głupia nie jest, wiedziała gdzie z nimi jadę, i nie miało znaczenia,
że wcześniej była na spacerze, to nie miało kompletnie znaczenia – jej charty wychodzą, a ona zostaje!
Takie były fakty!
Kiedy więc w końcu ubraliśmy charty i mogliśmy dać jej znak, że ona też idzie, to miałam wrażenie, że wskoczy nam na ręce
:)



I właśnie teraz, kiedy wszystko tak świetnie układało się z jej zdrowiem, gdy wiedziała,
że jak wychodzą charty to ona też... znów musi zostawać w domu.

Wczoraj zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy to sobie uświadomiłam.
Ja wiem, że przypadki się zdarzają, wiem, że był to głupi zbieg okoliczności, a właściwie jakiś głupi krzak.
Ale jest mi zwyczajnie przykro
:)



Postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, by jej ten czas umilić.
Na tą chwilę nie mam wiele możliwości, nawet stanie dłuższą chwilę jest dla niej dyskomfortem
– w poniedziałek zabrałam psy do ogrodu, ja porządkowałam ogród one się bawiły,
Lala postała chwilę na schodkach i poprosiła żeby ją wpuścić do domu…
Nie mogę jej zabrać na spacer, nie mogę się pobawić, bo boję się, że się przewróci,
biedna Lalcia przesypia teraz całe dnie 
L 
Humor mogę jej poprawić jedynie podając coś extra do jedzenia, z umiarem, bo nadal walczymy z nadwagą.
Już dziś wiem, że niedługo do Lalci dotrze paczka – NIESPODZIANKA POCIESZANKA od Belcando,
które przejęło się nieszczęśliwym wypadkiem swojej testerki – jest mi niezmiernie miło,
że nie tylko nam na sercu leży dobre samopoczucie Laleczki. Zwartością paczuszki się oczywiście pochwalimy.

Mam szczerą nadzieję, że to pierwsza i ostatnia kontuzja Laleczki w tym roku, a najlepiej w ogóle!
Chcemy wykorzystać cudowną moc komórek macierzystych – Lala chce biegać!

Niestety na razie musimy skupić się na gojeniu, wczoraj czekała nas nocna wizyta u weterynarza.
Rana, która jeszcze rano wyglądała ładnie, zaczęła się zmieniać.
Lala od wczorajszej nocy jest na antybiotyku, ranę musimy okładać. 
To była kolejna przykrość i kolejne zderzenie z rzeczywistością, bo przyzwyczaiłam się,
że rany Laleczki szybko się goją, zadrapania znikają niemalże w noc. 
Wczoraj w nocy kontrolowałam ranę, rano to samo, a koło 16 przestała mi się podobać i słusznie,
bo jej pogorszenie potwierdziła też Pani weterynarz.
Uwierzcie mi, że mam cichą nadzieję, że to już wszystko!
Mam nadzieję, że od jutra rana zacznie się goić, tak szybko jak to możliwe,
by Lala mogła wrócić do tego co kocha, do aktywnych spacerów.

Trzymajcie proszę za nią kciuki.

Dziękuję
:)

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież